Kopalnia Węgla Brunatnego "Konin" w Kleczewie S.A. / Aktualności
Aktualności
drukuj
List otwarty Kopalni "Konin" do organizacji Greenpeace - 3 listopada 2010


Fundacja Greenpeace Polska

Szanowni Państwo

Od dłuższego czasu upowszechniacie Państwo nieprawdziwe i pozbawione podstaw twierdzenia odnoszące się do działalności Kopalni Węgla Brunatnego „Konin”, a w szczególności naszej nowej odkrywki Tomisławice. Staracie się przedstawić w dramatycznie negatywnym świetle inwestycję istotną dla bezpieczeństwa energetycznego Polski.

Tomisławice to pierwsza – i na razie jedyna – odkrywka uruchomiona w Polsce od czasu wejścia do Unii Europejskiej. Działalność odkrywki jest dowodem na to, że można przedrzeć się przez gąszcz przepisów, spełnić wszystkie wymagane prawem warunki i otrzymać stosowne pozwolenia na roboty górnicze. Dlatego Tomisławice stały się celem zaciekłych ataków – gdy nie można znaleźć rzeczowych argumentów na poparcie tezy o zagrożeniu, jakie stwarza odkrywka, trzeba się uciec do zarzutów wyimaginowanych licząc na to, że powszechna wiedza na temat górnictwa jest niedostateczna i łatwo wmówić ludziom każdy nonsens.

Przykładem może być czarny scenariusz dla Gopła. Najpierw lansowaliście tezę, że odkrywka doprowadzi do pęknięcia czaszy jeziora (!), potem do jego wyschnięcia, a na koniec do zatrucia. Żadna z tych absurdalnych przepowiedni się nie sprawdziła, bo też nie były one poparte żadnymi poważnymi argumentami. Nawet ostatniego wariantu, mającego rzekomo naukowe podstawy, nie udało się obronić; po prostu „badania”, na których się opierał, okazały się tak nierzetelne, że odżegnali się od nich nawet ich wykonawcy.

Ostatnio, ponieważ „wodne” argumenty zawiodły, próbujecie wstrzymać prace na odkrywce pod pretekstem ratowania roślin chronionych. Ale Wasze działanie przynosi skutek wręcz odwrotny. Jeśli ktoś występuje z oskarżeniami, żąda dodatkowych ekspertyz i wizji terenowych, to w oczywisty sposób spowalnia wydawanie decyzji potrzebnych do przesadzenia roślin. Organizacja tak doświadczona jak Greenpeace wie o tym doskonale. A zatem działacie z rozmysłem, tylko po to, aby móc zarzucić kopalni zaniedbanie. Gdyby rzeczywiście zależało Wam na ochronie roślin, nie przeszkadzalibyście w ich przenoszeniu na nowe siedliska.

Zastanawia nas, jakie są prawdziwe motywy takiego postępowania. Organizacja Greenpeace skupia ludzi z wielu krajów świata. W Europie są to w dużej części ludzie niemieckiego obszaru językowego. Być może nie wiedzą Państwo o tym, że to Niemcy są krajem o najwyższym wydobyciu węgla brunatnego w Europie (wynoszącym 180 mln ton rocznie, a więc trzykrotnie więcej niż w Polsce). Nasi zachodni sąsiedzi korzystają nie tylko ze starych odkrywek, ale z powodzeniem otwierają nowe, również bezpośrednio za granicą Polski. Nic nie słychać o tym, żeby Greenpeace przeciwko temu protestował, organizując kampanie równie hałaśliwe, jak te dotyczące Tomisławic. Czyżby obywateli Niemiec nie obchodziło, co stanie się z rodzimą przyrodą? Ich jednoczesna obawa o przyszłość środowiska w Polsce jest zatem co najmniej dwuznaczna. A rzekoma troska o to, by państwo polskie nie poniosło uszczerbku, spowodowanego zapłatą grzywny, mocno podejrzana. Można mieć wiele wątpliwości, czyich interesów tak usilnie broni Fundacja Greenpeace, skoro w jej zarządzie i w radzie nie ma ani jednego polskiego nazwiska (tak przynajmniej wynika z KRS).

Powtarzacie Państwo, że w Waszej ocenie wydobywanie węgla nie ma przyszłości. Oczywiście, każdy ma prawo do własnego zdania. Ale w tym przypadku nie jest to ocena specjalistów. To zdanie laików, którzy – nie mając odpowiedniej wiedzy – w sprawach energetyki wypowiadać się, zwłaszcza w sposób tak arbitralny, nie powinni. Taka metoda, skutecznie manipulująca odczuciami odbiorców, jest często przez Was stosowana. Przedstawiacie jako ekspertów osoby, które na to miano nie zasługują. W kwestii Gopła, zagadnieniach dotyczących hydrogeologii, z całą powagą wypowiadał się ornitolog. Trudno głosy takich „ekspertów” traktować poważnie. Jednocześnie to właśnie Greenpeace stawia nam zarzut manipulowania opinią publiczną. Proszę Państwa, dysponujemy wystarczającymi argumentami i nie musimy sięgać po tak niegodziwe środki.

Uzasadniając swoje działania, powołujecie się Państwo na gwałtowne zmiany klimatu Ziemi, szermując terminami typu „kryzys klimatyczny” czy „negatywne skutki zmian klimatu”. W ciągu ostatnich kilkunastu lat udało się upowszechnić przekonanie, że takie zdarzenia rzeczywiście mają miejsce i grozi nam klęska klimatyczna; potwierdzało to nawet wielu naukowców. Ale dziś, właśnie ze strony nauki, coraz częściej słyszymy opinię, że terminy te są wysoce nieuprawnione, zwłaszcza kiedy mowa o antropogenicznym pochodzeniu tych zjawisk; wpływ człowieka na klimat Ziemi jest bowiem minimalny. Dowodem na zmianę stanowiska wobec rzekomych zagrożeń klimatycznych jest opinia Komitetu Nauk Geologicznych Polskiej Akademii Nauk. Czytamy tam: Badania geologiczne dowodzą niezbicie, że stała zmienność jest podstawową cechą klimatu Ziemi w całej jej historii. (...) Tłumaczenie zjawisk przyrodniczych oparte na jednostronnych obserwacjach prowadzi z reguły do nadmiernych uproszczeń i błędnych wniosków (...) W takich warunkach łatwo o – przystrojony poprawnością polityczną – lobbing inspirowany przez kręgi zainteresowane na przykład sprzedażą szczególnie kosztownych, tak zwanych ekologicznych, technologii energetycznych bądź składowaniem (sekwestracją) CO2 w złożach już wyeksploatowanych. Z przyrodniczą rzeczywistością nie ma to wiele wspólnego.

Polska energetyka oparta jest o surowce występujące w naszym kraju – węgiel kamienny i brunatny. To gwarantuje nam bezpieczeństwo i niezależność energetyczną. Żadne odnawialne źródło energii, na razie, nie jest w stanie zastąpić nam węgla. Jeśli zaniechamy otwierania nowych odkrywek, nie będziemy mogli produkować energii z rodzimych surowców i naszą niezależność stracimy. I być może o to tu chodzi.

Ciekawe, czy są tego świadomi ludzie, którzy z taką determinacją występują przeciwko odkrywce Tomisławice? Broniąc Gopła, które obrony przed kopalnią wcale nie potrzebuje, działają na szkodę polskiej gospodarki i naszej wspólnej przyszłości. To smutne, że zapał młodych ludzi, ich wiara w ideały i bezkompromisowość są wykorzystywane do takich celów.

My także apelujemy – o zdrowy rozsądek. A przede wszystkim o uczciwość. Wszelkie kwestie, powodujące różnice zdań, można spokojnie przedyskutować, bez uciekania się do pseudonaukowych argumentów, nieczystych chwytów i demagogicznych haseł.

I jeszcze jedno. Kopalnia „Konin” nie jest urzędem ani instytucją finansowaną przez państwo. To firma przemysłowa, która na siebie zarabia, odprowadza podatki do Skarbu Państwa i niemałe kwoty do kas gmin (70 mln złotych podatków i opłat bez dotacji i subwencji), a więc w żadnym razie nie żyje na cudzy koszt. Zarzut wyrzucania pieniędzy podatników jest zatem całkowicie chybiony.

Ostatnie działania Greenpeace’u obliczone są na zatrzymanie odkrywki Tomislawice. Ciekawe, jaką akcję Państwo podejmą, jeśli Komisja Europejska uzna, że stosowne dyrektywy nie zostały naruszone i nie ma podstaw, by dalej dyskredytować budowę odkrywki?

Z poważaniem

Sławomir Mazurek
Prezes Zarządu
Kopalni Węgla Brunatnego „Konin” SA

Pliki do pobrania