XXVII Lampka Górnicza, czyli bieganie po odkrywce

Biegaczom dopisało szczęście. W deszczowym tygodniu trafili na okienko pogodowe, co pozwoliło pokonać 10-kilometrową trasę grudniowego biegu w przyjemnej temperaturze i w przebłyskach słońca.

Bieg o Lampkę Górniczą należy do tradycji konińskiej Barbórki. Jeszcze zanim rozpoczęła się moda na bieganie, uczestnicy imprezy ścigali się na ulicach miasta. 27. edycja tej sportowej rywalizacji została zorganizowana przez Klub Biegacza „Aktywni Konin” w sobotę 8 grudnia. Nie tylko główna nagroda biegu nawiązuje do górnictwa, ale również trasa, która prowadzi wokół Parku 700-lecia i w pobliżu ogródków działkowych, czyli na zrekultywowanym terenie pierwszej konińskiej odkrywki Morzysław.

Na starcie odmeldowało się 246 zawodników z całej Polski, niektórzy z nich wracają do Konina co roku, była też grupa debiutantów. Start nastąpił punktualnie w południe, to też jest element tradycji. Czas odliczali Tomasz Sękowski, kierownik ds. sportu w Urzędzie Miasta, oraz dr Mariusz Rychter, zastępca dyrektora Biura Zarządu PAK KWB Konin.

Dyrektor biegu Waldemar Szygenda na pytanie, jak udało się organizatorom zamówić słoneczną pogodę, wyjaśnił: Parę dni temu, kiedy padał deszcz, miałem telefon z kopalni z pytaniem, czy przewidziałem pogodę. Powiedziałem, że umówiłem się z wodzem u góry i pogoda będzie piękna jak zawsze. Troszkę nam wieje, ale myślę, że na tej trasie nie ma to wielkiego znaczenia. Wiaterek fajnie schłodzi biegaczy i może rekord trasy dzisiaj padnie. Tomek Szymkowiak może tego dokonać.

Tomasz Szymkowiak z Wrześni, były olimpijczyk i reprezentant Polski, wrócił do Konina po przerwie. Przewidywania co do jego świetnej formy się sprawdziły, choć rekord trasy nie padł. Tomasz Szymkowiak wbiegł jednak na metę znacznie wyprzedzając pozostałych zawodników, uzyskał czas 32:33, a średnią prędkość – 19 km/godz.

Drugi zawodnik Tomasz Owczarek z Bełchatowa (czas 33:03) przyznał: Wiało dosyć mocno, ciężko było na podbiegach, tym bardziej się cieszę, że udało mi się dobiec na drugim miejscu.

Trzecią lokatę zajął Robert Werner z Malanowa (36:12).

Wśród 42 pań zwyciężyła Izabela Wierzchowska z Kalisza (39:16), już kilka razy plasująca się w czołówce. Druga była Sylwia Hałaczkiewicz (41:57), a trzecia Joanna Nalewalska (42:49).

W rozgrywanych jednocześnie Mistrzostwach Polski Górników Węgla Brunatnego o tytuł walczą pracownicy KWB Turów, Bełchatów i Konin. W tym roku pretendentów było 29, wśród nich – po raz pierwszy – dwie panie.

Przez ostatnie lata w tej konkurencji dominowali koledzy z Turowa, Tomasz Rudnik zwyciężał pięć razy z rzędu. Tym razem Lampka Górnicza trafi do Bełchatowa, skąd przyjechała silna grupa zdecydowana powalczyć o zwycięstwo. Udało się – nowym mistrzem został Tomasz Sonciński z PGE KWB Bełchatów, który przyznał: Planowaliśmy troszkę zmienić kolejność miejsc. Najbardziej obawiałem się zawodnika z Konina. Wiatr jest dziś  dosyć mocny, na pewno przeszkadzał, życiówki dzisiaj nie da się zrobić, ale warunki – jak na tę porę roku – ogólnie są dobre. Przyjechaliśmy sporą grupą z naszej kopalni i kilka osób tak przy okazji. Będziemy szykować jeszcze silniejszą ekipę z samej kopalni na przyszły rok, będzie nas co najmniej jeszcze raz tyle. Dla górnictwa przyszły gorsze czasy, ale mimo wszystko stać nas na to, żeby odświeżyć tradycję i troszkę się przyłożyć, chodzi przecież o rekreację i sport.

Drugie miejsce zajął Michał Dryjański z Kleczewa (37:36), a trzecie Tomasz Rudnik z Bogatyni (37:58), który powiedział: Tytułów się nie oddaje. Ja też nie oddałem, ktoś go musiał go wziąć. Taki jest sport, zwyciężają lepsi, trzeba się cieszyć z tego, że jest rywal. Gratuluję zwycięzcy. Ja miałem w tym roku inne cele, zrobiłem siedem maratonów, potrzebuję już odpocząć.  

Czwartą lokatę zajął Artur Ogórek z Bełchatowa, a kolejne: Rafał Ślebioda, Jakub Krupiński, Patryk Walczak i Tomek Kołatek. Górnicy okazali się silną grupą, najlepsi z nich w klasyfikacji ogólnej byli na piątym, siódmym, ósmym i dwunastym miejscu.

Nagrodę dla najlepszej górniczki odebrała reprezentantka kopalni Bełchatów Krystyna Tlałka.

Lampka Górnicza, ze względu na porę roku, może być wyzwaniem dla biegaczy, ale niezbyt długi dystans na pewno zachęca do udziału. Świadczy o tym fakt, że w imprezie startują zawodnicy w różnym wieku. Jedni próbują pobić życiowy rekord, inni biegną rekreacyjnie.

Mirosław Wróbel, pracownik konińskiej kopalni, wrócił do biegania po kilkuletniej przerwie: Moim celem było zaliczenie 10-kilometrowego biegu barbórkowego jako początek drugiej, trzeciej czy nawet już czwartej przygody z bieganiem. W tym roku miała to być dobra zabawa, żeby przebiec bez kontuzji, bez żadnych kryzysów, truchtów, postojów – cały czas jednostajny bieg. I to mi się udało.

Wśród zawodników był Zygmunt Wojciechowski (PAK KWB Konin), który przyznał z humorem: W moim wieku się nie pamięta, ile okrążeń było w latach poprzednich. Źle rozłożyłem sobie siły, tak że końcówka bardzo słaba. Za to, jak wcześniej planowałem,  zaliczyłem w tym roku maraton, zrobiłem sobie prezent na 65 urodziny. Ponieważ czuję się górnikiem, to wypada też pobiec w naszym biegu. Z górników jestem najstarszy, więc nie liczę na konkretne miejsce. 

Kiedy biegacze nieco odpoczęli i się posilili, nastąpiła ceremonia dekoracji. Nagrody wręczyli wiceprezydent Konina Paweł Adamów oraz przedstawiciele kopalni – Mariusz Rychter i Józef Cajdler.

Janusz Lipiński, dyrektor hali MOSiR, gdzie mieściła się baza imprezy, tak podsumował 27. edycję: Najważniejsze jest to, że cały czas nie słabnie zainteresowanie tym biegiem. Ponad 240 biegaczy, którzy wystartowali o tak późnej porze roku, to niewątpliwie bardzo dobry wynik i na pewno cieszy organizatorów. To był świetny bieg, a zwyciężył najlepszy – trudno, żeby były olimpijczyk nie został wysoko sklasyfikowany. Pobiegło dużo pań, to także jest zaletą, bo panie wzbudzają emocje i świetnie się prezentują. Były doskonale dopingowane, to też miły akcent dzisiejszego biegu. Miejmy nadzieję, że organizatorzy doprowadzą do 28. biegu w Koninie w przyszłym roku. 

Podzielamy tę nadzieję, a wszystkim zawodnikom, którzy dobiegli do mety, gratulujemy.

Fot. Piotr Ordan